Mistrzami real-time marketingu nie zostaniemy, to pewne. Zabiegani w nowych wyzwaniach zawodowych, próbach dbania o siebie i zmianach, zaniedbaliśmy to miejsce i aż mi za to wstyd. Głównie dlatego, że pisanie jest dla mnie najcudowniejszą formą wspominania – no może poza późniejszym czytaniem własnych zapisków. Więc dbając o to, żeby ten niezwykły rok nie poszedł w niepamięć, zapisuję w naszym pamiętniczku jego podsumowanie. A jest co podsumowywać!

Chociaż może nie. Znamy masę ludzi, którzy więcej wyjeżdżają i którzy widzieli duuuuużo więcej świata. Ale w sumie cóż z tego? Dla mnie, osobiście, był to rok najbardziej intensywnego odkrywania świata w życiu. Rok, w którym pierwszy raz brak wyjazdu przez miesiąc, wzbudzał prawie fizycznie bolesną tęsknotę. To był zupełnie zwyczajny rok. I zupełnie niepowtarzalny. Zobaczmy 🙂

ZIMA

1. Rok zaczęliśmy w autokarze z Ukrainy. Ale to tak naprawdę historia z 2018. Co nie zmienia faktu, że teraz miło jest pomyśleć, że zaczęliśmy rok w drodze!

Wspomnienia z tamtej podróży znajdziecie tutaj:
Jeden dzień w Czarnobylu
Kijów na weekend

2. Polskie góry to zawsze dobry pomysł. W Beskidzie Sądeckim spędziliśmy tylko weekend. Trochę głupot, ogromne zaspy, nocne podejście i zaspanie na wschód słońca – połączenie idealne!

Beskid Sądecki, w trakcie podróży

3. I znowu góry. Tym razem Tatry i tym razem prawie bez chodzenia. Nasze pierwsze doświadczenia ze snowboardem! Oboje obiliśmy sobie tyłki i nadgarstki, i z przyjemnością zdążyliśmy to powtórzyć już w 2020 roku 🙂 Zimowe sportowe szaleństwo uzależnia.

WIOSNA

Później nastąpiła długa cisza i smutek. Dobra, może z tym smutkiem lekko przesadzam. Prawda jest taka, że od końca stycznia do kwietnia nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy czułam się uwieziona w „domu” – codziennym życiu. I mimo że to życie bardzo lubiłam (już wtedy :)), to może po prostu jego integralnym elementem stały się wyjazdy? Setki kilometrów samochodem i oddech zaczerpnięty z dala od znanych ścieżek? Może.

4. Dopiero w kwietniu wyjechaliśmy znowu. Tylko na chwilę, i znowu niedaleko. Ale magia zadziałała 🙂 Byliśmy w Czechach, spacerowaliśmy po Skalnym Mieście, odwiedzając miejsce znane z „Opowieści z Narni”, chodząc po śniegu na zmianę z grzaniem twarzy w słońcu.

Czeskie Skalne Miasto

5. W końcu na dłużej! Ależ na tym etacie trzeba dawkować urlop, żeby starczyło na całe 365 dni! Tym razem odwiedziliśmy naszych zachodnich sąsiadów. Szwajcaria Saksońska absolutnie mnie urzekła i to tam ze zdwojoną siłą uderzyło mnie to, jak mocno w naszych sercach potrafią być zakorzenione w dzieciństwie przekonania. Dlaczego skończyłam podstawówkę z przeświadczeniem, że Niemcy to „ci źli” II wojny światowej, a o Rosjanach w ogóle nie myślałam? I dlaczego nikt mi wtedy nie powiedział, że nie mogę osądzać ludzi po dziełach ich przodków?

Bastei, Niemcy, w trakcie podróży

LATO

I w końcu. Upały, słońce i opalanie. No, przynajmniej jak nie pracujesz na etacie (wtedy łapiesz najlepsze słońce w ciągu dnia, nawet w Warszawie) albo kiedy Twoim typem wypoczynku jest all-inclusive. U nas nie było za dużo opalania (choć ślady po jednej nieroztropnie założonej koszulce na ramiączka mam do tej pory), za to dużo ruchu i trochę jojczenia na klimatyzację w biurze.

6. Góry! Tak dla urozmaicenia 🙂 Długi weekend czerwcowy odbył się pod tytułem Tatr, nowych plecaków i znienawidzonego podejścia pod Przełęcz pod Kopą Kondracką. Zawsze się zastanawiam czemu tak uparcie wracam w góry, skoro na każdym dłuższym podejściu mam ochotę sprzedać duszę diabłu.

7. Okazuje się, że Jordania nie jest popularnym kierunkiem w lipcu. Okazało się to na miejscu, kiedy zapakowane na cały dzień prawie 5 litrów wody ledwo nam starczyło. Jednak gdybyśmy mieli to powtórzyć, to nigdy nie zrobilibyśmy tego inaczej – trochę wysiłku dla młodej i zdrowej osoby idealnie równoważy pustki na szlakach Petry. A nie tylko tam byliśmy!

Ile kosztuje przedłużony weekend w Jordanii?
Weekend w Jordanii – praktyczne wskazówki
Petra – jeden z siedmiu cudów świata
Jordania to nie tylko Petra

8. Nie możecie mówić, że robi się nudno z tymi górami, bo tym razem znowu byliśmy w innych! Góry Stołowe, na spokojnie i na… szaro. Są takie szare i skaliste (no przynajmniej Szczeliniec!), a jednocześnie takie malutkie. To był weekend na luzie, bez pośpiechu, z rodziną (jedną z, pozdrawiam Mamo!)

Polska, Góry Stołowe, w trakcie podróży

9. Wróciliśmy w tym roku do mojego „miejsca mocy”. I tak – jest w górach! Tych najdalszych, najbardziej wschodnich, najniższych. Tych, w które tak wielu ludzi nigdy nie dociera, nie wiedzieć czemu. Pojechaliśmy na 4 dni w Bieszczady. Poza górskimi szlakami, wyruszyliśmy też w podróż w czasie, poszukując śladów po Bojkach. Tak blisko natury dawno nie byliśmy.

Krywe i Tworylne – śladami Bojków

Polska, Bieszczady, w trakcie podróży

JESIEŃ

10. Znowu czas wsiąść w samolot i lecieć. Tym razem do kolebki naszej europejskiej cywilizacji. Grecja nie była dla mnie oczywistym wyborem, ale była strzałem w dziesiątkę. Smakowite jedzenie i przepiękne widoki. Zapierające dech w piersiach zachody słońca i pierwsza w życiu kąpiel w ciepłym morzu. Ta podróż była dla nas wyjątkowo dobra, też tak po prostu, w głowie. Wróciliśmy z niej szczęśliwsi.

Grecja, Meteora, w trakcie podróży

11. Jesienna Szkocja była dla nas pogodowo łaskawa. Zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia – na pewno wrócimy tam na sam trekking. Malutki kraj pięknych widoków, długich dolin i porośniętych trawą gór. Zimnego morza i wiekowych zamków, które stoją na straży historii tego upartego narodu. Upartego, by przeżyć w na tym wietrznym, acz pięknym kawałku Matki Ziemi.

Szkocja, Isle of Skye, w trakcie podróży

12. Gorce. Bo w górach jest wszystko co kocham, cóż poradzić! Zachód na Turbaczu był nieziemski, nocne podejście (ponownie) dramatyczne, a widok na Tatry wyciszający. Krótki weekend, tylko trochę kilometrów i nocleg w schronisku. Tylko tyle i aż tyle. Tam nie liczy się kariera, pieniądze, samochód ani markowa sukienka. Nie ma znaczenia kim jesteś na co dzień. Liczą się tylko kroki i ta cisza wokół, która przyjmuje Cię takim, jaki jesteś.

ZIMA

13. Rok zakończyliśmy znowu daleko od domu. Tym razem nie zwiedzaliśmy ani nie wędrowaliśmy po górach. To zakończenie (i rozpoczęcie) roku było snowboardowo-górskie. Szczyrk przyjął nas jak potrafi najlepiej – śniegiem, polskim jedzeniem, świetnym nowym ośrodkiem narciarskim i korkami na całą długość miasta. Śnieżne szaleństwo wciąga, ostrzegamy!

PODSUMOWUJĄC

Dla nas obojga był to rekordowy rok. Byliśmy na 13 wyjazdach przez łącznie 58 dni, z czego 29 spędziliśmy w górach. Byliśmy w 6 krajach, z czego do dwóch lecieliśmy samolotem. Nie wiem ile kilometrów przejechaliśmy ani ile przeszliśmy. Nie wiem ile wydaliśmy pieniędzy. Wiem za to, że ludzie podróżują dużo więcej niż my. Ale podróżują też dużo mniej. I chyba nie ma to już dla mnie znaczenia, choć zawsze czuję ukłucie zazdrości, kiedy słyszę, że ktoś znowu wyjeżdża na półroczną podróż. Nieważne. Ważne jest to, że zawsze marzyłam, żeby mieć takie życie. Żeby zwiedzać świat i uczyć się z niego. Dostrzegać jego różnorodność i cieszyć się każdą nową rzeczą i nowym widokiem na swojej drodze. Marzyłam też, żeby robić to w dobrym towarzystwie.

Wiem, że to banał, ale marzenia naprawdę się nie spełniają. Je się spełnia. I choć nieidealny i czasem pełen wybojów, ten miniony rok był spełnieniem marzeń. O życiu, które będzie się chciało żyć. O świecie, który jest na wyciągnięcie ręki.

Nie zatrzymujemy się. Idziemy dalej, wielkimi krokami zbliżając się do naszej, do tej pory, najdalszej i najdłuższej przygody. Już nie mogę się doczekać, co przyniesie 2020! Co sami w niego wniesiemy 🙂

A.